Feminizm. Zaraza gorsza niż najbardziej zjadliwy wirus.

Feminizm. Zaraza gorsza niż najbardziej zjadliwy wirus. Choroba, która toczy serca i umysły kobiet od ponad wieku. Zarażone tym schorzeniem kobiety, tracą to co stanowi o ich pięknie, konstytuuje ich naturę niezwykłości, kobiecości, wyjątkowości. Quasi kobiety tracą prawdziwy i głęboki podziw ze strony płci przeciwnej. Tracą siebie i swoje powołanie.


Kobieta wystarczy, że JEST i już samym swoim istnieniem, subtelnością, delikatnością odmienia rzeczywistość, upiększa ją, odnawia, odświeża, nadaje sens i koloryt. Kobieca natura jest stworzona do macierzyństwa, matkowania, budowania relacji, poruszania się w świecie uczuć, miłości i rozjaśniania mroków życia swoim dobrem oraz pomnażania dobra jakie otrzymuje od mężczyzny. Przecież w naturze potrzebny i lew i subtelny, bezbronny fiołek. Męskość do wzrostu potrzebuje wymagań, zadań i wyzwań, karmi się sprawami świata, walczy ze swej natury, kobiecość zaś otwiera się na sprawy serca, gesty, ruchy, wszelkie poczynania i ciężki znój macierzyństwa, kobieta kieruje ku Bogu, szukając wsparcia w silnym ramieniu męża, dzieli się dobrem, jakie z natury swej w sobie nosi, ozdabiając wonią piękna i dobra otoczenie.


Kto z nas pamięta jakie skarby ukryte są w sercu kobiety? Jak ważną ma misję?


Kobieta stała się walkirią, wojowniczką, samodzielną i zdolną do męskich powinności, jej hasło przewodnie to dziel i rządź swoim mężem, pracownikami, dorobkiem, swoim czasem. To maszyna do wydawania poleceń, „robienia kasy”, niezależności we wszystkim od porzuconego mężczyzny, który czuje się niepotrzebny. Kobieta dziś to spec od górowania nad światem samców, udowadniania, że może tyle co mężczyzna a nawet więcej, chwalenia się „zmuskulinizowaną” naturą zdobywcy stanowisk, kariery, pieniędzy, tytułów. A świat takiej kobiety nie potrzebuje, bo nie potrzebuje słabej kopii mężczyzny, rodzina i świat potrzebuje KOBIETY i MĘŻCZYZNY, w pełnym tego słowa znaczeniu.


Kobiety znającej swoją wartość, wyjątkowość, świadomej, że nie jest gorsza od mężczyzny, ale inna równie ważna równie potrzebna. Feminizm poniża kobietę, odbiera jej poczucie wartości, wmawia, że musi upodobnić się do mężczyzny by nabrać wartości i jakości, że jej żywot nie ma sensu gdy nie jest męski. Efekt jest taki, że świat odrzucił kobiecość jak i męskość. Mężczyzna oddaje pole do działania kobiecie wojownikowi, a sam zatraca walor dzikiego walecznego zdobywcy i niewieścieje.


Kto nauczy nas najczystszej kobiecości, powrotu do natury zgodnej z planem Boga?
Matka Boga, zanurzona w kontemplacji oblicza swego Syna, macierzyńska, czuła, pokorna, cicha, uznająca autorytet Józefa, dająca mu pole do wykazania się swoim instynktem obrońcy, zdobywcy, walecznego męża i głowy rodziny. Gdy kobieta dostrzeże swoje nieograniczone wewnętrzne piękno i bogactwo swojego powołania, odmienność od męskiej natury, wówczas mężczyzna wykazuje się swoją siłą, czuje się potrzebny, więź damsko-męska nabiera mocy i pełni jaką nadał jej Stwórca. Wszystko przybiera boski kształt i codzienność małżeńska staje się spełnieniem dla wybranków.


Trudno Być Katolikiem

To nie jest tak, że tradycyjny katolik ma smutną, posępną twarz i zastygłą mimikę.

To nie jest tak, że tradycyjny katolik ma smutną, posępną twarz i zastygłą mimikę.

Jest nieomal wyzbyty uczuć i ludzkich odruchów. Katolik to poważny człek. Powaga rysuje się na jego twarzy gdy podnosi oczy ku niebu z niskości ziemi, gdy bije się w pierś przypominając sobie o wstydliwym grzechu, o bólu Matki Bożej i niewysłowionym cierpieniu Jezusa. Powaga cechuje jego zachowanie, gesty i słowa. Bo wie, że na poważnie żyje, na poważnie cierpi i siebie ofiarowuje Bogu. Na poważnie wierzy i kocha. Do końca. Wymaga od siebie więcej niż przeciętnie.

Zarzucają mu smutek, sztywność, skostniałość, brak radości i niemoc wyrażania siebie, deficyt uśmiechu.Tylko jak się śmiać, jak rozmawiać, uśmiechać do sąsiada z ławki na Mszy, stojąc na golgocie, rozważając mękę Chrystusa, słysząc świst biczy wyrywających boskie ciało, przekleństwa tłuszczy, płacz Matki, katujące duszę słowa wyparcia się przyjaciół, samotność, wstyd nagości i ranę odrzucenia, głuchy łomot wbijanych gwoździ, chrzęst przebijanej cierniem czaszki?Jak się śmiać stojąc na Kalwarii, u boku Stabat Mater Dolorosa i jej umiłowanego Syna Jana? Kalwarii, która odnawia się na każdej Mszy, gdy Jezus ofiaruje siebie, pokazując tajemniczo swe okrutne rany Bogu za nasze przestępstwa?Z czego tu się śmiać gdy chcemy pobożnie, ze czcią i skupieniem oraz powagą przeżyć tę Najświętszą Ofiarę, modląc się słowami kapłana współofiarującego Ojcu Jezusa? Powierzając dusze w czyśćcu cierpiące.

Gdzie tu miejsce na oklaski, gadaninę, rewię mody, gitarki, uśmiechy i samouwielbienie z zawsze uśmiechniętym „uzdrowicielem” u boku? Takie zachowanie licuje jedynie z ucztą i świętowaniem wspólnoty czy Zmartwychwstania, ale nie z katolicką liturgią. Zanim zadasz pytanie dlaczego oni są tak posępni i siermiężni w swym smutku, pomyśl, że dogmatem twojej wiary jest definicja Mszy katolickiej- jako Ofiary jedynie.

Miejsce przed prezbiterium- zarezerwowane tylko dla kapłana i ministranta – jest najdonioślejszym sacrum. Nieskończony majestat Boży, zniża się nieskończenie do ubłoconego grzechem stworzenia, ukrywając się pokornie pod kruchą postacią Hostii, by nas nie porazić swą potęgą, jak zlęknionych żołnierzy padających na imię Boga w Ogrójcu. Nie zbliżylibyśmy się do Hostii, o przyjęciu Go nie wspominając, wiedząc jak wielka potęga Boża i majestat świętości ukrywa się w tym kawałku chleba, widoczny dla wierzących w Realną Obecność.

Katolik to zwyczajny człek, z problemami wystającymi zza kołnierza, słabością co człapie tuż obok niczym najwierniejszy towarzysz i listą grzechów na dawno zapomnianym stryszku. Jedno go wyróżnia spośród niekatolików – wierzy w jedynego Boga, z całych sił Mu ufa, starając się wypełniać Jego świętą wolę i wdrażać w czyn miłość bliźniego, czasem do przelania własnej krwi. Dlatego tak poważny to człek.

Jeśli chcesz zniszczyć wiarę, ośmiesz ją.

Jeśli chcesz zniszczyć wiarę, ośmiesz ją.

Dlaczego to katolicy się sprotestantyzowali a nie protestanci skatolicyzowali? Dlaczego to my cofnęliśmy się o 500 lat na soborze watykańskim kłaniając się Lutrowi, który mówił” Bóg najpierw stał się szatanem zanim stał się Bogiem” łaska nas zbawia a nie praca z łaską, grzesz ile możesz bo już jesteś zbawiony „sola scriptura, sola fide” odrzucając Ofiarę Ołtarza , papież stawia mu pomnik w rocznicę śmierci na placu św. Piotra (sic!), a protestanci nie postąpili ku nam ani jednego kroku, choćby uznając Niepokalane Serce Maryi, różaniec jako modlitwę skierowaną na rozważanie życia Chrystusa, uznanie dogmatu wiary danego do wyznawania na św. Soborze Trydenckim, że nie tylko Biblia nas prowadzi i obowiązuje, ale równe jej drugie źródło naszej wiary – niepisane Słowo Boże, którym jest św. Tradycja – depozyt wiary, przekaz ustny nauki Jezusa przekazywany z pokolenia na pokolenie i strzeżony przez kolejnych papieży w postaci wykładni Magisterium KK.

Bez uznania i wyznawania Pisma i Tradycji która była przed powstaniem Pisma NT, nie możemy być katolikami. Są dziś dwie msze, dwaj papieże, dwa kościoły i dwie wiary, które różnie się wyznaje i celebruje i co innego w nich wyznajemy.

A jak się modlimy tak wierzymy- lex orandi to lex credendi. Chcesz postąpić w drodze ku świętości? Daj sobie szansę i chodź na Mszę Trydencką co tydzień przez 2-3 mies. a wracając na Novus wstrząśnie tobą bo zobaczysz różnicę – między katolicyzmem w krystalicznie czystej postaci a jej słabą, niepoważną podróbką. Nadużycia liturgiczne mają miejsce od 1970 r. i są powszechne na całym świecie. To nie są jednostkowe wygłupy ludzi bez wiary, ale świadome działanie na zgubę wiernych.

Wesprzyj produkcję filmu dokumentalnego „Ukryty Skarb Kościoła”👍🙏🎬🎥

🔴 ​https://patronite.pl/Trudnobyćkatolikiem

🔴 https://www.paypal.com/pools/c/8lyNOK…

🔴 MBANK 53 1140 2004 0000 3102 7963 0281

#mszatrydencka #trudnobyckatolikiem #filmdokumentalny #tradycja #mszawszechczasów #ukrytyskarbkościoła #ukryty skarb kościoła