Cud nad Wisłą – wspomnienia żołnierzy o objawieniu Matki Bożej (1920)
Polacy modlą się o cud
Sierpień 1920 roku. Wojska bolszewickie stoją u wrót Warszawy. Wobec śmiertelnego zagrożenia naród polski jednoczy się w modlitwie, licząc na cudowne ocalenie. Episkopat organizuje nowenny, w kościołach stolicy przez całą dobę wystawiony jest Najświętszy Sakrament – Warszawa dosłownie klęczy i błaga o ratunek. Od 7–15 sierpnia trwa wielka modlitewna mobilizacja; państwo zostaje poświęcone Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, a ojczyznę zawierza się opiece Maryi Królowej Polski. W tych dniach nawet Józef Piłsudski – zwykle daleki od religijnych uniesień – przyznaje, że „wszystko jest w ręku Boga”, a po zwycięstwie mówi: „W tych dniach palec Boży dotykał ziemi”. Sam Marszałek nie przypisywał wygranej wyłącznie strategii czy złamaniu szyfrów przez kryptologów, lecz dostrzegał w tym czynnik nadprzyrodzony.
Wiara w pomoc Opatrzności podnosi morale obrońców. Do armii zgłaszają się tysiące ochotników, w tym harcerze i studenci. W szeregi idą także księża – na apel kard. Aleksandra Kakowskiego około 5% duchownych warszawskich zgłasza się jako kapelani frontowi.
Ks. Ignacy Skorupka, młody kapelan ochotników, odprawia 13 sierpnia Mszę polową i dodaje otuchy niedoświadczonym chłopcom.
Porucznik Mieczysław Słowikowski, który dowodził pod Ossowem, we wspomnieniach podkreślił, że zwycięstwo zawdzięczamy przede wszystkim wielkiej i ofiarnej pracy ks. Skorupki, który zaszczepił w sercach młodych ochotników wiarę w zwycięstwo i pomoc Boską. Słowikowski pyta retorycznie: „Czyż to nie silna wiara trzymała ich i kazała walczyć do upadłego? […] Wiara w słuszność sprawy w 1920 roku oraz w pomoc Najświętszej Maryi Panny przyniosły nam wielkie zwycięstwo”. Te słowa dowódcy z pierwszej linii pokazują, jak głęboko wierzono wtedy w nadprzyrodzone wsparcie Maryi.
Kapelan, krzyż i tajemnicza Postać nad polem bitwy
14 sierpnia 1920 r., bitwa pod Ossowem. O świcie bolszewicka nawała przełamuje polską obronę wśród bagien. Młodzi ochotnicy zaczynają się cofać. Wtedy na pierwszą linię wyjeżdża ppłk Jerzy Sawicki, zagrzewając do walki. Ks. Ignacy Skorupka prosi, by mógł iść z żołnierzami do kontrataku. Ruszają do szarży na bagnety. Gdy polska tyraliera znów zaczyna słabnąć, kapelan wybiega naprzód w komży i z krzyżem uniesionym wysoko w dłoni, wołając „Za Boga i Ojczyznę!”. W następnej chwili ksiądz pada trafiony kulą – ginie na polu chwały z krucyfiksem w ręku.
Ten widok – młody duchowny prowadzący atak i upadający martwy – wywołuje nieoczekiwany efekt: bolszewicy nagle wpadają w panikę i rzucają się do ucieczki, choć jeszcze przed momentem przechylali szalę zwycięstwa. Polacy ze zdumieniem obserwują, jak wróg porzuca broń i pierzcha w popłochu. Co się stało? – pytano później. Okazało się, że wśród bolszewików rozeszła się wieść o przerażającej zjawie na niebie. Kardynał Aleksander Kakowski, ówczesny arcybiskup Warszawy, tak odnotował relacje jeńców: „Bolszewicy wzięci do niewoli opowiadali, że widzieli księdza w komży i z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską”. Innymi słowy – w momencie śmierci ks. Skorupki nad polem bitwy miała ukazać się świetlista postać Matki Bożej.
Co znamienne, według świadectw ukazała się ona nie Polakom, lecz właśnie żołnierzom Armii Czerwonej. Polscy obrońcy sami Maryi nie widzieli – widzieli tylko dezorientację i popłoch w szeregach wroga . Nazajutrz, 15 sierpnia 1920 r. (w święto Wniebowzięcia NMP), doszło do kolejnego niezwykłego zdarzenia. Podczas nocnej bitwy pod Wólką Radzymińską por. Stefan Pogonowski na własną rękę przypuścił brawurowy atak na tyły wroga. Polacy znów stanęli naprzeciw przeważających sił. I znów Armia Czerwona niespodziewanie zaczęła się cofać. Po bitwie polscy żołnierze dowiedzieli się od przerażonych jeńców, co było przyczyną tej nagłej rejterady: otóż także tej nocy bolszewiccy sołdaci mieli ujrzeć na niebie tajemniczą Niebieską Panią…
Wiele lat później historyk Dariusz Walasiak, w książce „Wojna i wiara. 1920”, zebrał świadectwa tamtych wydarzeń. Opisuje on zeznania jeńców bolszewickich, którzy twierdzili, że nad polskimi pozycjami ukazała się ogromna kobieca postać emanująca światłem. „Nie był to ani duch, ani zjawa! Bolszewicy wyraźnie widzieli Świętą Postać jako żywą osobę” – podkreśla Walasiak . Świadkowie mówili, że wokół głowy Postaci jaśniała świetlista aureola, a w jednej dłoni trzymała coś jakby tarczę, od której odbijały się wystrzeliwane w kierunku Polaków pociski, po czym powracały, by eksplodować na pozycjach atakującej armii. Poły jej szerokiego, granatowego płaszcza unosiły się na wietrze, zasłaniając Warszawę, jakby osłaniając miasto przed najeźdźcą .
Relacje te wspominają nawet o nadprzyrodzonej asyście: „Towarzyszyły Jej oddziały przerażających skrzydlatych, konnych rycerzy, zakutych w połyskujące stalowe zbroje […]. Hufce widmowych postacinajwyraźniej gotowały się do walki!”. Ten niezwykły opis przywołuje na myśl husarię z niebios albo anielskie zastępy – nic dziwnego, że bolszewiccy ateiści oniemieli ze strachu.
Obraz Matki Bożej Łaskawej, Patronki Warszawy.
Maryja przedstawiona jest w niebieskim płaszczu i różowej sukni, z rozłożonymi ramionami. W dłoniach trzyma połamane strzały gniewu Bożego – symbol odwrócenia kary i ochrony przed zagładą. Co znamienne, bolszewiccy świadkowie z 1920 r. opisywali zjawisko niemal dokładnie odpowiadające temu wizerunkowi: widzieli Matkę Bożą o określonym kolorze szat, z rozpostartym płaszczem osłaniającym Warszawę, trzymającą w rękach „jakąś broń” – pęki „jaśniejących prętów” lub „piorunów” . W istocie w obrazie MB Łaskawej dostrzec można analogiczne atrybuty (wiązki strzał), gdyż Maryja Łaskawa czczona jest jako ta, „która kruszy w dłoniach strzały gniewu Bożego”. Nic dziwnego zatem, że wiele relacji interpretowało to nocne objawienie właśnie jako ukazanie się Matki Bożej Łaskawej – patronki stolicy.
Przerażeni bolszewicy – świadectwa cudownego objawienia
W kolejnych dniach i tygodniach napływały dziesiątki podobnych relacji od jeńców bolszewickich oraz ludności cywilnej, która zetknęła się z uciekającymi żołnierzami wroga. Setki świadków – bezpośrednich i pośrednich – zgodnie opowiadały o nadprzyrodzonym zjawisku. Relacje te powtarzają pewne stałe elementy: pojawienie się jasnej kobiecej postaci na tle nocnego nieba, paniczny strach w szeregach Armii Czerwonej, okrzyki „Matier Bożja!” (ros. Matka Boża) i masową ucieczkę najeźdźców. We wsiach na północ od Warszawy miejscowi gospodarze przecierali oczy ze zdumienia, widząc rozbitą bolszewicką piechotę, która chowała się po stodołach i błagała na kolanach o ratunek przed „Carycą z nieba”.
„Uciekinierzy byli w stanie szoku nerwowego! Mieli przerażone, wytrzeszczone oczy, szczękali zębami, zachowywali się bezrozumnie, usiłując schować się gdziekolwiek, choćby w psiej budzie” – relacjonowali świadkowie z okolic Ossowa. Bolszewicy otwarcie przyznawali, że ratują się ucieczką przed Matier Bożją, czyli Matką Bożą, którą ujrzeli nad polem bitwy. Już wkrótce świadectwa te zaczęły pojawiać się w oficjalnych raportach i wspomnieniach. Jeńcy sowieccy wielokrotnie powtarzali podczas przesłuchań, że widzieli Maryję broniącą Polaków.
Opowiadali też o cudownym odrzucaniu pocisków – jakoby Niebieska Pani łagodnym ruchem ręki zbijała lecące ku Polakom kule, strącając je z powrotem na głowy bolszewików. Wielu czerwonoarmistów uwierzyło, że nie sposób walczyć przeciw samej Matce Bożej. W obozach jenieckich Rosjanie wciąż rozpamiętywali zjawienie z 15 sierpnia, nie potrafiąc otrząsnąć się z wrażenia. „Matier Bożja brasała puli!” – powtarzał jeden z jeńców, bełkocząc łamanym językiem, że Matka Boża odrzucała pociski. Inny raportował: „Widziałem na własne oczy, jak Matier Bożja brasała puli”– jego świadectwo przytoczył po latach ks. Zdzisław Król, opisując zeznania przerażonego krasnoarmiejca z okolic Radzymina.
Co ważne, podobne opowieści krążyły wśród bolszewików, którym udało się zbiec. Gdzieniegdzie docierali oni aż na wschodnie kresy, roznosząc wieści o niewytłumaczalnym zjawisku. „W wielu wsiach mówili bolszewicy, że od Warszawy odpędziła ich nie polska armia, a Matier Bożja” – zanotował ks. Wiktor Mieczkowski, proboszcz z Wyszkowa, w książce „Bolszewicy w polskiej plebanii” 22. Echa cudu dotarły nawet na południowe rubieże II RP: już 8 grudnia 1920 r. we Lwowie abp Józef Teodorowicz publicznie dziękował Maryi za ocalenie Polski. W swoim kazaniu arcybiskup przytoczył relację kapelana ze szpitala wojskowego, który słyszał od rannych rosyjskich żołnierzy dokładnie to samo: widzieli pod Warszawą Najświętszą Pannę okrywającą swym płaszczem polską stolicę. „Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawą dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królową” – ogłosił Teodorowicz z lwowskiej ambony , dając wyraz przekonaniu, że Cud nad Wisłą to dar niebios za wstawiennictwem Maryi.
Legenda czy cud?
Powyższe świadectwa – spisane w pamiętnikach, raportach wojskowych i opracowaniach historycznych – tworzą spójny obraz niezwykłego wydarzenia. Choć brzmi to jak legenda, dla wielu uczestników Bitwy Warszawskiej owe relacje były jak najbardziej prawdziwe. Co ciekawe, przez kolejne dekady epizod z objawieniem Matki Bożej bywał pomijany milczeniem. W międzywojennej Polsce w oficjalnej narracji podkreślano raczej geniusz strategiczny Piłsudskiego, zaś w czasach PRL jakiekolwiek wzmianki o cudzie nadprzyrodzonym były cenzurowane lub wyśmiewane. Mimo to historia o „Niebieskiej Pani” na przedpolach Warszawy przetrwała w przekazach rodzinnych i literaturze wspomnieniowej. Trudno przejść obojętnie obok faktu, że tylu naocznych świadków – w tym zagorzałych ateistów w czerwonych mundurach – zgodnie potwierdzało, iż nad Wisłą zdarzyło się coś nie z tego świata.
Nawet jeśli interpretacje mogą się różnić, jedno pozostaje pewne: w sierpniu 1920 roku nad Warszawą zajaśniało niebo, które dodało skrzydeł polskim obrońcom i odebrała odwagę najeźdźcy. To właśnie tę nadzieję – ucieleśnioną w postaci Matki Bożej – do dziś wspominamy, mówiąc o Cudzie nad Wisłą.
Wesprzyj rozwój naszego kanału — dołącz do kontrrewolucji katolickiej!
👉🏻 https://patronite.pl/Trudnobyckatolikiem
Wpłata na konto z dopiskiem „darowizna na rozwój kanału trudno być katolikiem”
ℹ️ Numer konta bankowego: PKOBP PL 41 1020 1475 0000 8002 0398 8508
ℹ️ Wpłaty zagraniczne:BIC/SWIFT: BPKOPLPW: PL 41 1020 1475 0000 8002 0398 8508
Zalecane produkty
-
Przygotowanie do godnego przystępowania do Komunii Świętej
33,60 zł brutto -
Masoneria. Co to jest masoneria, co ona zrobiła, do czego ona dąży
19,95 zł brutto -
Masoneria. Jej istota, zasady, dążności…
45,15 zł brutto -
Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych cz.3
37,80 zł brutto -
Czwarta tajemnica Fatimska ?
35,00 zł brutto









Dodaj komentarz